425. Z „ostatniej” chwili.

1. Nie czuję przynależności do żadnego środowiska. Wszędzie, gdzie się nie pojawię, jestem jebanym normikiem i czuję się jak piąte koło u wozu. Czy to w tak błachych środowiskach jak grupki społeczmościowe na fb. czy też wśród ludzi, którzy mnie otaczają.
Nie mam przyjaciół :v. Zgranej paczki do wyjścia na piwo, czy do kina… I trochę mnie to boli, trochę mi tego brak.
Najchętniej spięłabym wszystkie bliskie mi osoby w jedną paczkę, ale się nie da. Oslo, co z tego, że mi są one bliskie, jeśli brak wzajemności…

2. Boję się, że popełniam błąd. Nie czuję przywiązania, wręcz przeciwnie, czuję, że mogłabym w każdej chwili wybuchnąć i złamać mu serce, uciekając do kogoś innego. Mieszkamy razem od poniedziałku. Z każdym dniem czuję coraz bardziej, że to nie był dobry pomysł.
I nadal kocham kogoś innego.

3. No właśnie… Na jednej ze społecznościówek niedawno wywiązała się dyskusja na temat tego, za jakiego typu facetami dziewczyny się uganiają, a z jakimi wchodzą w związek…
Jestem taka typowa :v
Wiem, że przy odrobinie chęci pokazałby mi to, co chcę zobaczyć. bo już to przeżył i dlatego tak bardzo mnie pociąga. Dlatego zabiegam o kontakt, towarzystwo, o wspólne odpierdalanie różnych dziwnych inb. Nad tym spod dwójki ma przewagę nie bycia normikiem. Ogromną przewagę.

4. Ciągnie mnie do zepsucia. I wanna get wasted.
Nie dane mi było obracać się w towarzystwie, w którym mogłabym się wyszaleć tak jak się chcę wyszaleć ostatnimi czasy.
Byłam grzecznym, poukładanym dzieckiem, nudnym do zarzygania. Nudziarstwo mi zostało, mroki swojej osobowości dopiero odkrywam. Nie boję się, że źle skończę, nie martwię się, co znajdę w swoich zakamarkach. Martwi mnie, że będę z tym całkowicie sama, bo jak już wcześniej pisałam – nie mam przyjaciół.

5. Nie mam przyjaciół? Mam jedną osobę, z którą czuję się absolutnie bezpiecznie rozmawiając na każdy temat. Ten spod trójki. Bez wzajemności AFAIK.
I jednego przyjaciela, któremu mogę się zwierzyć ze swoich rozterek, a on wie, że może się zwierzyć mi. Ale oboje z tej możliwości korzystamy w ostateczności, bo oboje preferujemy kontakt na żywo… A aktualnie dzieli nas jakieś 200 km.

6. Przytłaczają mnie moje kompleksy. I ludzkie spierdolenie. Nie wiem, co bardziej, oba chyba po równo.
Krótka lista kompleksów na szybko:
- nieatrakcujność towarzyska (bycie nudną, tępą dzidą bez wykształcenia i podstawowej nawet wiedzy, trudność w nawiązywaniu nowych kontaktów itp.)
- nieatrakcyjność fizyczna :v (myśl, że nawet, gdybym schudła, niczego by to nie zmieniło jest… pocieszająca? No bo co za róznica, chuda, czy gruba, jak i tak pasztet :V)
- genetycznie przegryw po chuju (problemy hormonalne dają mi tu w kość najmocniej)
- ślepota i brak zaradności z niej wynikający.
i wiele innych.
Nic, tylko się zabić :V
A najśmieszniejsze jest to, że wystarczy, by jedna osoba powiedziała, że wcale tak nie jest (oczywiście, nie da się zaprzeczyć faktom, ale akceptowanie kogoś mimo tych faktów, bardzo wiele daje. A kompleksy same w sobie wzmacniane są tym, że… wait for it…

Nie mam przyjaciół :V